Kim była? >> sobota, 4 czerwca 2011 01:05:36
Nie skończyłem. A może wypadało? Krew czy nie krew, nędza. Zmarszczki i kilogramy na głowie, a dzieciak ciągle ten sam. Wszystko kręci się, wszystko mną poniewiera. Walka z ciszą, brakiem szaleństwa. W tej walce nie wiem po której stronie barykady się znajduję. Niskie ego, brak ego, problem tkwi w niedoskonałościach naszych. Głowa w piasek i uciekam. Będę szukał Ciebie, będę Ci z trudem w oczy zaglądał.
komentarze [2]

Idziemy, nie? >> poniedziałek, 5 stycznia 2009 19:08:28

Otóż to. Kontakt macie.

Nie mówimy: żegnaj, koniec, cześć. Bo po co?

komentarze [18]

Dygotająco. >> środa, 15 października 2008 02:55:59
Tak się potoczyło, że świętej pamięci to ja nie będę. Zawróciło wszystko w koło i znów imienia się swego uczę, powtarzam sobie gdzie mieszkam, że mleko jest białe, a pociągi to takie sympatyczne, ale nie trzeba się ich bać. Pociąg jest jeden. Wagony w wiele stron. Każdy pojedynczy przedział jest historią czyjegoś życia. Gdzieś trzeba wsiąść, gdzieś zająć miejsce. Wiatr przywiał kolejnych kilka linijek rajów utraconych. Byle się nie przejmować. Pamiętasz jeszcze schemat? Znajdź miejsce, gdzie schemat przestał czynić swoją powinność, a piwko zimne postawię. Pamiętasz jeszcze schemat? Chuj ze schematem. Co się liczy najbardziej? Spokój w głowach. Tak właśnie do tego będę podskakiwał. Dygoty, głowy zawroty. A znak? Spokojnie, to tylko. Historii kreska nie nadeszła, warto by podrzucić koncepcję. Sporo tego jeszcze? Panie, kurwa, co pan, kilkadziesiąt lat. Tylko nie pchać się do ogłoszeń drobnych, tam śmieciarz zbiera żniwo. Tak sobie myślę, kurwa, ale przeszedłem metamorfozę pomiędzy uszami.
komentarze [10]

Na zieleń poczekać. >> wtorek, 30 września 2008 01:31:38
Kilkanaście metrów pod tunelem znajduje się woda. Kilka tysięcy kilometrów stąd znajduje się cisza. Podążać trzeba ku dniom kolejnym. I teraz właśnie znajdziesz to czego szukałeś. Bądź nie znajdziesz, tylko za wiele o tym nie myśl. Diabelskiego młyna nie zatrzymasz ręką swoją czy nogą. Próbuj tylko umysłem, masz tu klucz. Było zaledwie kilka kroków. Kilku słów zabrakło. I co ja mogę? Co ja powinienem? Mam Ci powiedzieć po raz kolejny to co mówiłem już tak wiele razy? Nigdzie tutaj gdzie jestem. Nigdzie. Gdybym tylko odwagę miał poprosić. Poprosiłbym o pomoc, byś krwi mojej krążyć pomagała. Jutro jest dzień. Jutro jest uśmiech. Jutro jest muzyka. Odwagi jedynie jutro nie ma. Ja nie pytam, ja pewien jestem. Pewien, że piekło to nie ziemia, ziemia cała piekłem nie powinna zostać zasypana. Tymczasem łajdakiem zostałem wyklętym, na błoto skazanym. Przepraszam, bo… Nie, już się nie usprawiedliwiam. Nic pożytecznego w rękach. Nic mądrego w głowie. Podrapać się, bo co ja mogę? Co ja powinienem?
komentarze [21]

Blisko, bo słowa oddali nie uznają. >> niedziela, 31 sierpnia 2008 02:41:46
Tylko dwójkowo słyszałem. To tylko, to przecież żaden większy bałagan nie jest, który by opanować trzeba było. Mniejszy, a ja Ci podziękuję kiedyś nie tylko słowem, że mniejszy. Co się nakręciłem wokół tych większych to moje, nie pytaj o to więcej, bo roztrząsać to lepiej chodźmy i potrzęsiemy jabłonką czy drzewkiem byle smacznym i usiądźmy potem. Kilka jest potrzeb, kilka masz Ty, kilka mam ja. Kilka mają oni wszyscy. Jedna literka je wszystkie rozpoczyna, a kończy to samo słowo. I co po nich? Sierp przynoszą, a to złowieszcze kurtyzany. Historia początku wieku ma w sobie zakończeń wiele, napiszę skrypt, wybierz sobie dwa i pół ze stu dwudziestu dziewięciu. Dwa i pół, które będziesz realizować. Notuj, notuj, z długopisem, nad małą karteczką mieszczącą dwa galony więcej niż ten zeszyt od rachunków niesumiennych. Wynotuj scenariusze, pomysły swoje na te zakończenia. Potem przyjdzie czarna myśl w zbyt ciasnych butach i podepta. I Twoja reakcja na ślady wydeptane będzie wylewała więcej niż wylewa Nil, gdy mu przychodzi wylewać. A to już im wystarczy, zajmą się. Zamknie się po raz kolejny, przestań podpowiadać, za często to się zamyka. Wczoraj, jutro i w zeszłym miesiącu też. Nie widzę, a znów to było rok temu, co pamiętać już przestało. Będzie teraz dużo okazji. Miało być, będzie. Mówisz, proszę, masz. A, przecież, już nawet są niektóre. Z prawej, z lewej. Z prawej, z lewej. Potem i tak będzie zapotrzebowanie na zamknięcie się we wiaderku. Ten kolor to już opiszesz pikselami, bo tak często z nim rozmawiałeś. Opiszesz gdziekolwiek latając, nad Atlantykiem też. Martwiące jest prawe oko, które mimo jedynki minusowej podpowiada, że to wiaderko w zestawie się odnalazło, znaczy od zawsze. Tych kilka chwil polega na tym, że zachowany jest potencjał przystosowawczy. Więc jaki plan? Spierdalamy?
komentarze [45]

Wciąż z daleka. >> środa, 30 lipica 2008 05:13:30
29 lipca, 23:14

Przyszło kilka znaczących głosek w krtań małorozmowną. Jak ja Cię witam, chciałoby się wykrzyknąć. Jak ja Cię witam, tego nigdy nie będzie. Jak wiele chciało, jak wiele. Jak wiele było, jak wiele. Jak wiele będzie, jak mało. Jak ja Cię żegnam, grzmotem zagrzmiało. Nie zapomnę, już nie pamiętam. Nie zapomnę. Chciałem o coś spytać. O świat ten ludzki mianowicie. Jakże wam ten dar wychodzi? Siedemdziesiąt dwa ku dwudziestu pięciu. Siedemdziesiąt dwa, a nic wciąż nie widzę. Dwadzieścia pięć, a co ja będę robił? Dziewięćdziesiąt siedem, cóż mi po tym? W zimnym świecie, w setce Fahrenheitów. W dolarze, cóż ty urosnąć dziecino zielona nie chcesz. Mam cię gdzieś, nędzny wyjadaczu ludzkiej dobroci, co przelewasz myśli na okropny stan idź i pracuj. Zapomnę, bo zapomnimy o sobie, gdy znów zapomnieniem obdarzymy materializm. Do śmierci aż? Niepotrzebnie uruchomiliście tę kamerę, Oskar dla życia, życie nie po Oskara. Scena numer pierwszy, kolejnych historii nieład codzienny. Dobranoc, panie reżyserze, niech pan na jutro poprawi ten scenariusz. Kilka liter, wróć, matematyka, to ona nakrzyczała na mnie, tymi godzinami, tym chodźmy gdzieś pokłamać. Chodźmy stąd, może. Jedźmy stąd, może. Lećmy stąd, ach lećmy, oczywiście. Dziewięć godzin, przez Atlantyk obłokiem. I gdybym wiedział, poczekasz, ramiona otworzysz, przywitasz. I wiem, nie gdybym wiedział lecz wiem to, nie mam po co do kraju, który mnie wychował. Dlatego zostań, nie zostanę. Więc wróć, wrócę. Nakreślę plan, coś jak wstań przed siódmą, pielęgnuj przez sześćset minut zieleń, wróć, odpocznij i znów jutro, potem jutro i jutro i dziewięćdziesiąt siedem. Nakreślę plan, ale co mi po nim, skoro po nakreśleniu czysta wciąć będzie tablica. Jednak czekaj. Zacznę znów, może skończę. Pobiegnę znów, może metę osiągnę. Tam gdzie myśli sięgały nocą na Market East Station. Tam gdzie jestem, gdy zielono mi pod nogami. Tam gdzie sny sięgają moje nocą, gdy w ojczyźnie już promienie tworzą dzień kolejny. Narysuję w tym kierunku strzałkę, to ma być cały plan? Dziecinnie, miej nadzieję. Dorośle, stwórz fundamenty. Dziecko we mnie zanika, dorosłość mi obca. Czego się złapać w tej, krzyknij mi głośno, ciszy. Nie mam, mam. Niezapisanymi słowami rozmawiam, wciąż nie wiem z kim. Aż gdy trawę od dołu będę widział, wciąż nie wiem z kim. Dlaczego nie mówisz, zasłaniam Ci usta. Dlaczego nie spojrzysz, zasłaniam Ci oczy. Dlaczego płaczesz, łez Ci nie ocieram. Nie obwiniam, choć, przecież, ale. Nie obwiniam. Cóż widzą Ci ludzie, gdy oni bez Ciebie? Gdzie żyją Ci ludzie, gdy oni z Tobą? Nie przeskoczę siebie, choć skakania tutaj nauczyłem się sprytnie. Skakania w zastępstwo siebie. Nie przeskoczę, widząc bezchmurne niebo, widząc zimny ocean, widząc trawę brązową, widząc pomarańczowy wehikuł, widząc znów nocy senne marzenia. Przeskoczę, warto by o tym pomyśleć. Przeskoczę, a co ja do ciężkiej cholery tutaj robię dniami, nocami jak nie warto by o tym pomyśleć? Przeskoczę, ale mi obce, ale mi brzydkie, ale mi gryzie. Przeskoczę, choć pewnie nic z tego nie rozumiesz. Nie przygotowałem zestawu pytań, a głupi odpowiedzi oczekuję. Nawet nie wiesz czy jutro znów Słońce zaświeci, tak, wiem, Wam już świeci. Wrócę do wracania, do powrotu, bądź mi. Szczerze, nie oczekuję. Szczerze, zachwyt, wiem, że go nie będzie. Szczerze, nie wiem czy warto. Mam wiatrówkę, strzelam w paranoję. Nie rozstrzelam uczuć. Zbyt wielkie to co mnie otacza, zbyt wielkie to co we mnie siedzi. Tęsknić zapewne będę po dni nieznane.
komentarze [38]

Troska. >> sobota, 17 maja 2008 02:06:24
Przyszedł czas, aby swojemu sumieniu wykrzyczeć wulgarnie całą prawdę. Przyszedł czas, aby pogodzić się z brzydotą i fałszem. Brak mi. Jakże mi wielce brak. I z brakiem żyć się nauczyłem. I z brakiem podałem sobie rękę, a ten odłożył nóż na właściwe miejsce. Cały świat, ten piękny wielki świat niech lekkim pozostanie. Już o tym nie marzę, szczęściu kroku dotrzymuję. Wczoraj? Siekierą we wczoraj. Ból? Na wrażliwość nie ma żadnego lekarstwa. Dlatego staram się nadwrażliwość oswoić. Odrzucam te maleńkie znaki upływającego czasu. Nie pluję na nie, wiem, że sporo mogą znaczyć. Nowym żyć, nowym płakać, nowym całować, nowym oddychać. Nocą, bądźmy, a wiem, że nie trudno krokiem się przybliżyć. Trud zaledwie w dłoniach wystarczy schować. Nic nie poradzisz, warto, wiem, warto. Odeszły gdzieś miny gniewne. Odeszły szlakiem ku zniszczeniu. Pozostał jedynie spokój, niech prowadzi ku szczęściu. Czas uciekać, czas poddać się sile wolności. Świat czeka. Lotniska. Samolot. Ocean. Stany. Inne życie. Druga szansa, od kogo? Nie wiem, być może od Ciebie. Deptam oblaną maturę, deptam ludzi obrzydliwych. Moje sumienie, tylko ono niech jak dziecko krzyczy. Spójrz jak wspaniale jest być człowiekiem pod błękitnym niebem. Już krzyczy czas, już wzywa dorosłość. Bądźcie. Pamiętam.
komentarze [44]

Sens. >> czwartek, 28 lutego 2008 20:29:33
Przybył wiatr nieoczekiwanie, przybył nagle, tak nagle, że ochłonąć jeszcze nie zdołałem. Uznałem, że powinnością moją jest oddanie temu wiatru hołdu. Hołdu ponad hołdy, co ukłony najniższe przy nim bledną. Podskoczyłem z dołka by otrząsnąć się wśród żywych. Mam dwie nogi, dwie ręce całą masę zaległości. Ale cóż te zaległości są, skoro z żywymi jestem jak wśród swoich. I Tobie także mówię ‘dzień dobry’. Warto było przebyć te długie tysiące kilometrów porażek, załamań by poznać smak życia. Mimo wszystko, mimo zła całego, które wisiało nade mną tak długo – warto było. Jeżdżę teraz jak ten tramwaj po oceanie swojego umysłu, a różnica jest taka, że dostrzegam odpowiednie przystanki. To właśnie sprawia, że jazda stała się przyjemniejsza, wydajniejsza, bardziej do zniesienia. Harmonia, chodź do tej mi jeszcze kilka kroków, to nią jestem w części siebie samego tej głębszej. Wrzucam trzy trójki do worka optymizmu, który to worek zabieram ze sobą w drogę by dzielić się z innymi. Winy moje i niewinność moja pozostają, są wieczyste, jednak lżej mi z nimi. Brak brakiem pozostał, bo brak przezwyciężyć potrafię. Szykuje mi się jedna sprawa. Szykuje mi się jedna bardzo poważna sprawa. Misja matura. Etap pierwszy w dopuszczeniu mnie do niej, na etap drugi przyjdę w garniturze z długopisem w ręku. Etap finalny zamknie lub otworzy mi drogę na studia. Co nastanie potem? Będę martwił się jutro. Dziś mam w ręku stos tajemnic, które odsłaniam, aby świat wyglądał piękniej.
komentarze [242]

Blokada. >> czwartek, 14 lutego 2008 00:12:55
Powstał w głowie mur. Coś tak wysokiego, że fizycznie jest nie do przeskoczenia. Wewnątrz melancholia kumuluje się do obojętności. Stąpam, spaceruję po swoim umyśle i staram się wyciągać sensowne wnioski. Sensowne. Sensu tu brak. W bezsensie sens jest wiele wart. Liczbą umysłu mojego stało się zero. Czuję jak ten mur blokuje we mnie każdą logiczną myśl. Pojawia się racjonalizm – i przegrywa. Pojawia się optymizm – i przegrywa. Pojawia się przyszłość – i przegrywa. Spokoju nie zapewnia mi nic co obce. Zapadam się w sobie by wstać po raz kolejny. Ile można wstawać? Odcięte zostaje zasilanie, by po chwili ruszył kolejny generator. Ileż generatorów człowiek jest w stanie w sobie pomieścić? Łajdakiem zostałem by ludzkim głosem pomówić przez moment. Łajdakiem dla ludzi będę gdy zobaczę piekło. Piekła nie ma, nie ma też nieba. Ktoś wielki powiedział, że jest tylko sumienie. Jest tylko sumienie. Piekła nie potrzeba, aby piękności móc zaznać za dni ziemskich. Staram się milczeć, lecz z ust wypada mi wszelkie robactwo niezmierzone, wszelka ich ohyda. Gdybym potrafił mówić głośniej. Gdybym. A co jeśli ten cały popierdolony świat rzeczywisty jest jedną wielką iluzją? Tak to widzę, mimo, że krótkowzroczny jestem. Czuję nic. Jestem nic. Będę nic. A wy się bawcie dalej, tylko na oczy mi się nie pokazujcie. Trzeba było mnie rozstrzelać za pierwszym razem, zostało by więcej dobra wśród żywych. O śnie czas jest marzyć, śnie, który cały jest pożądaniem. Pożądań ludzkich starczy, tylko te pragnienia przypominają o człowieczeństwie. Brakuje mi słów. Brakuje mi życia. Nie krzyczę już głośno. Krzyk został wygryziony przez empiryzm. Nie posłuchają.
komentarze [22]

Bezsilność. >> poniedziałek, 28 stycznia 2008 00:58:17
Zaciska się pętla, która zmorą bywa zbyt często wyciszającą. Zaciska się z każdym uderzeniem serca coraz bardziej. W oddali szumi wypełniony barwami żywy bieg historii. W oddali okrutnej zatopiły się wszelkie ucieczki ku wolności. Są nicością, a przecież tak drogie są dla ducha. Każde słowo przynosi udręczenie, każdy ruch spotyka się z cierpieniem. Oszałamiające tempo myśli tworzy w głowie paranoje. Psychika, która zdaje się być tak prostą, okazuje się zbyt niepojętą dla życia. Biegają szaleńcze wariacje po umyśle nie dając ani na sekundę odrobiny wytchnienia. Jak to jest, wejść w inny umysł, czy wtedy także odczuwa się piekielny nacisk? Jakby to było odczuwać jedynie cielesność nie patrząc w wewnętrzny świat swoich pragnień, swoich ukrytych uczuć? Czy ten świat, który przyszło mi oglądać, jest tak właśnie zbudowany, że w każdej jednej jednostce tworzą się paranoje, z którymi walka toczy się w każdym ułamku życia? Czy każda ludzka istota zmaga się z bólem istnienia, który nakazuje porzucić wszelką pogoń za sukcesem dla głębszego sensu? Czy to może mądrość ludzka nie pozwala otwierać się na uczucia czyniąc przy tym dni szczęśliwymi? Wypisz receptę. Wypisz, lecz nie na katar, nie na kaszel, lecz na kolejne lata udręki. Są emocje, których nie da się wyplewić, są uczucia, których nie da się zabić. Trzeba się zmagać, tysiące myśli w głowie, a setki kilometrów umysł pokonuje każdego dnia. Zamknąć oczu nie potrafię.

"Przykro mi bardzo, nie przyjmę pana, nie mam miejsc." Mogę spierdalać.
komentarze [44]

Umowa. >> środa, 16 stycznia 2008 18:01:10
Była potrzebna dżentelmeńska umowa z psychiatrą: do następnej wizyty nie popełnię samobójstwa.

Ma ktoś kasę pożyczyć? Nie mam na wykupienie recepty.
komentarze [20]

Więzienie. >> wtorek, 1 stycznia 2008 21:19:07
Nie widzę żadnego racjonalnego wyjścia dla własnej osobowości. Jednak wciąż marzę, wciąż widzę błękitne niebo nad nami. Chciałbym każdym kolejnym oddechem tworzyć dobroć, dla Ciebie. Boję się, bo widzę piekło. Nie będzie dla mnie nic innego, spalę się sam, własnymi myślami by odejść w otchłań nicości. Spróbuj zatkać nerwicowcowi źródło z lekami i obserwuj jego zachowanie. Przecież, kurwa, miało mnie już tu nie być. Sam nie wiem po co nadal dusić się ze sobą, przecież i tak skończę jak każdy zły człowiek. Na nowy rok krzyknąłem sobie: ‘misja matura!’. Ta, kurwa, jasne, bliżej byłoby mi do ‘misja jebane życie’. Jakoś tak szarpie głowa w stronę szaleństwa. Nie wiem już kim jestem, kim byłem, bo przyszłość nie istnieje. A może istnieje. Pokażesz mi ją?
komentarze [19]

Chwała dragom. >> piątek, 28 grudnia 2007 00:50:49
Uporządkowałem sobie w głowie utopię. I za nic tej wspaniałej krainy opuszczać nie zamierzałem. A tu masz ci los, wpadła śliwka do herbaty tłucząc przy tym trzy szklanki. Nie powiem wam jak bardzo w chuj się zmartwiłem losem szklanki numer jeden, ale gorzej, że ta szklanka była moją powłoką ku daremnemu szczęściu. Widocznie nie tam szukałem gdzie trzeba, takie już czasy, mój pierdolony pamiętniczku. Wpadł swój na swoje, tracąc przy tym dwa naboje. Nie, jeszcze raz, wróć. Kij ci w oko, hak ci w smak, tak ładniej, bo tak poeta kiedyś napisał i mi te słowa zaczęły się w łepetynie powtarzać niczym od a do zet powtarzają dzieciaki bojąc się niszczycielki nauczycielki, bo jędza będzie podpytywać. Kość wskazała trójkę, trzy pola w lewo się poruszyłem po planszy. Nie, stop, hola, wróć. Za daleko biegasz, etiopski maratończyku. Gwizdać okiem, a to zabawa. Wypadło tylko na piątym tropie, iż zabawa zabawie nierówna, a więc moja twojej będzie się uniżać. Dopytuje mego ucha o zgodę jakiś szum. Szumie, szeptu kumie, ach zbiorze myśli łaciatych. Depersonalizacji ulega cały proces twórczy lubieżnej mojej, tej o którą pytałem. I ten szum właśnie tak stuka, puka, kuka, a ja nic. Pokłóciły się w ciszy, czyli jak bardzo nieschematycznie, dwa kruche istnienia. Morał bitwy tych dwóch istnień taki, że nie siada mucha tam, gdzie komar poleci. Wychodzę więc sobie od czasu do czasu skromnym, cichym krokiem ze swojej beczki, aby na bieg rzeki rzucić okiem. Wychodzę, gdy ucieka mi spod nóg cały wagon odrzucenia, poczucia winy i takich tam innych złych czarownic, o których czarny kot nie chciałby słyszeć. Musiałby utopić się albo nawet zachłysnąć grubym zwątpieniem na zawsze, aby czynu zdradliwego dopuścił się ten, któremu słowa uciekają spod języka na język wtedy gdy nie trzeba. Niebieskim na czarnym lub czarne na niebieskim widać wyraźnie. Wybieram opcję numer dwa, czyli jednak czarne. Tylko czarne lub aż czarne, cóż nie ja to będę oceniał, bo mi oceniać własnego zdania nie wypada. O tej utopii od której zacząłem zapomnij, nie warta głowy, ani nawet części dłoni. Zdrowo jest być na kolacji uroczystej z rodziną i nic nie pamiętać z owego wydarzenia, zdrowo, kurwa mać zdrowo.
komentarze [9]

Tylko cisza. >> niedziela, 23 grudnia 2007 22:27:35
Jakże wyciszająca jest świadomość, że to wszystko dzieje się po raz ostatni. Głowę wypełnia mi już ostatnie tchnienie. Myśli uspakaja ukochane ukojenie.
Oby się udało.
komentarze [5]

Nienawidzę siebie i chcę umrzeć. >> piątek, 14 grudnia 2007 20:44:17
Zatapiam się po raz kolejny w błędnym labiryncie własnej świadomości. Spadam, wiesz, czuję jak lecę w otchłań. Moje ciało swobodnie poddaje się przeklętym myślom i opada samotnie w przepaść. Po raz kolejny już, choć czułem dotyk szaleństwa w swojej głowie. Zatapiam się po raz kolejny w przekonaniu, że tylko ja sam jestem dla siebie zagrożeniem. Boję się własnego poczynania. Nie wiem dokąd tym razem poniesie mnie moja okrutnie nadszarpana psychika. Zatapiam się po raz kolejny w nicości barw mnie otaczających. Kolorem mi zaledwie upływające pod znakiem snu godziny. Jakże wiele trzeba godzin jeszcze, by pchnęła mnie w bezsłowny wir szaleństwa ta, którą do serca przykułem. Staram się panować, iść krokiem gorzkim, lecz wyciszającym szaleństwo we mnie siedzące. A przecież przeminąłem tak dawno! Zatapiam się po raz kolejny w przekonaniu, że nie ma lekarstwa ani materialnego, ani emocjonalnego na mój szum, który zakorzenił się w wielotygodniowej walce z samym sobą. Boję się, że nie przetrzymam, że wyjdzie ze mnie ostatnia kropla i błogo zasnę. Ileż tego strachu mi pozostanie w tym momencie, kiedy przestrzeń wokół wypełni cisza. Może całe życie jest głupie? Nie wiem. Może sensem nie samo szczęście, lecz sens tkwi tylko w biegu po szczęście? Nie wiem. Chcę skończyć z życiem na prochach. Nie wiem. Nie, nie będę w stanie. Moje ciało stało się pułapką, tkwię w nim dusząc się i nie mam dokąd uciec.
komentarze [11]




wpisz
Księga gości



2007
styczeń (2)
luty (10)
marzec (10)
kwiecień (13)
maj (6)
czerwiec (12)
lipiec (4)
sierpien (5)
wrzesień (1)
październik (1)
grudzień (3)

2008
styczeń (3)
luty (2)
maj (1)
lipiec (1)
sierpien (1)
wrzesień (1)
październik (1)

2009
styczeń (1)

2011
czerwiec (1)





Dodaj do ulubionych




O mnie